Z przyczyn opisanych dawno temu na sąsiednim Joggerze korzystam z kilku fraz w Google Alerts. Oczywistą niedogodnością jest, że łapie się w nie masa stron, gdzie wyszukiwane słowa znalazły się przez przypadek. Gorzej, że brakuje wiele stron, gdzie słowa te w międzyczasie się pojawiły.

Dwie frazy, w których z całą pewnością są braki, to moje nazwy własne: imię z nazwiskiem oraz nick. Z automatu pojawiają się one przy każdym komentarzu jaki popełnię pod dowolnym blogiem. Ba, pojawiają się także przy każdym wpisie, który tutaj popełnię. Podobnie z wypowiedziami na forach i tak dalej.

Większość tych stron do wyników wyszukiwania trafia bardzo szybko. Jednak jak do tej pory Google nie raczyło mnie poinformować o ani jednym nowym wpisie na moim blogu. Za to regularnie pojawiają się wyniki spowodowane mnemonikiem list remove w jakimś dziwnym języku programowania ;)

Może Google ma jakąś heurystykę, która odfiltrowuje dla mnie wyniki, które wydają się być moją sprawką. Niby to sensowne, przecież i bez alertu wiem o powstaniu takich stron. Ale jeśli to prawda, to ja się pytam: jak to udogodnienie wyłączyć? Przecież jednym z głównych celów takiego alertu jest sprawdzenie, czy oby ktoś gdzieś się nie wypowiada w moim imieniu

Żeby nie było wątpliwości: w każdym przypadku Volume mam ustawione na All results. Nie jest to problem z moim emailem czy czymkolwiek - dostaję regularnie alerty, po prostu brakuje w nich sporej części wyników.

Z drugiej strony Scholar Alerts działa bez zarzutu… No, może dostarcza więcej artykułów niż jestem w stanie przeczytać ;)

Komentarze

  • dev.sirkruk.com (2011-03-08 18:09:23):

    Ja nawet nie wiedziałem o tym narzędziu, ale chyba się nim zainteresuję.

  • zx (2011-03-09 13:07:20):

    Polskie Alerty i Angielskie różnie interpretują wyniki. Najlepiej używać obu.

  • Remigiusz ‘lRem’ Modrzejewski (2011-03-09 13:22:08):

    Hmmm, różnice między alertami są większe niż różnice między serp? Trochę to głupie…