Ostatnio mam wakacje. Objawia się to między innymi tym, że oglądam serial. Pierwszy raz od siedmiu lat, ale to nadal nic interesującego. Interesujące jest to, że z tej okazji najnowsze Łubudubu zafundowało mi lekkie oparzenie palców. I pewnie mało brakowało do poważnego uszkodzenia laptopa…

Oglądam sobie na przerośniętym telewizorze podłączonym do netbooka. Układ wydawałoby się idealny, ale Windows nie wiedzieć czemu nie oferuje ani jednej rozdzielczości w formacie 16:9. Stąd nie mam wyboru - muszę oglądać pod Łubudubu.

Niby nie powinno to sprawiać problemu - system ten służy mi także do każdego innego celu. Jednak przy oglądaniu filmów na zewnętrznym monitorze, nie wiedzieć czemu, raz na jakiś czas wyłącza sobie monitor. Ot tak, po prostu, pyk i czarno. Pomaga gdm restart, ale oznacza to, że trzeba wstać z kanapy i przejść cały pokój. Niestety zmiana ustawień oszczędzania energii nic nie dała - nadal wyłącza. Wszelkie pomysły mile widziane.

Ale to, co mnie serio skłoniło do napisania tego posta, to największy przykład debilizmu jaki spotkałem w Linuksie. Wyglądało to tak: wstaję, pstryk w power (powoduje hibernację), klap, do pokrowca i do plecaka. Laptop się nie przydał, więc tylko pojechał na kilkugodzinną wycieczkę dookoła miasta. Jak go z plecaka wyciągałem, miał co najmniej 50 stopni.

Jak się okazało, na pulpicie obok miałem spauzowane vlc. A przy domyślnych utawieniach policy Ubuntu odmówi zatrzymania systemu jeśli gdzieś wisi jakiś odtwarzacz. No i niech mi ktoś to wytłumaczy… Czemu nie mogę wyłączyć systemu w dowolnym momencie? Co komu szkodziło to, że można było sobie zrobić przerwę bez wyłączania odtwarzacza? I czemu to w ogóle reaguje na odtwarzacz w długotrwałej pauzie?

Komentarze

  • lukasz (2009-07-31 21:45:55):

    a co ma z tym wspólnego dr house?

  • Wstrętny anonim (2009-07-31 22:09:31):

    Najprawdopodobniej VLC blokuje możliwość wstrzymywania. Słowa kluczowe: inhibit, gnome-power-manager. Jeśli tak, zażalenia należy skierować do autorów VLC, żeby przestawało blokować podczas pauzy. A tak w ogóle, to PEBKAC.

  • Remigiusz ‘lRem’ Modrzejewski (2009-07-31 22:25:41):

    Nah, to powinno się dać ustawić, acz jest to debilny default. Miałem raczej nadzieję na pomysł co do pierwszego problemu…

    A Dr House ma z tym tyle wspólnego, że dzięki oglądaniu tego serialu dostrzegłem te problemy.

  • Remigiusz ‘lRem’ Modrzejewski (2009-07-31 22:31:28):

    Na szybko wyszukałem dwie rzeczy:

    1) Można to wyklikać w ustawieniach VLC.

    2) To chyba w ogóle jest błąd? Powinni używać gnome-screensaver inhibit zamiast gnome-power-manager inhibit?

    Tak czy owak jak ktoś o tym nie wiedział wcześniej, to może sobie zafundować niespodziankę…

  • Remigiusz ‘lRem’ Modrzejewski (2009-08-01 00:55:12):

    To całe ,,pyk i czarno” to wygaszacz ekranu. Co ciekawe nie włączał się regularnie po ustawionych 10 minutach - czasami nawet cały odcinek udało się obejrzeć bez zgaśnięcia monitora. Za to teraz (po wyłączeniu wygaszacza) zdarzyło się ,,pyk i brązowo”. Ciekawe co dalej…

    Ech. Dopóki nie spróbowałem filmów, to całe to Łubudubu wydawało się działać idealnie :/

  • zdz (2009-08-03 07:52:56):

    To wygląda jak splot nieszczęść. Z jednej strony błędna obsługa Inhibit w VLC. Totem, instalowany domyślnie w Ubuntu, robi to prawidłowo, włącznie z uninhibit w czasie pauzy.
    Z drugiej strony GNOME Power Manager jeśli nie może dokonać zaplanowanego uśpienia odgrywa sygnał dźwiękowy ostrzegający użytkownika. Może miałeś ściszone?
    I trzecia sprawa, laptop, który ma problem z wentylacją przy zamkniętej klapce… broken by design?

  • lRem (2009-08-03 13:07:46):

    Dźwięk raczej miałem włączony, oglądałem film. Poza tym prawie wszystkie ustawienia na tym laptopie są domyślne z Ubuntu.

    A co do problemu z wentylacją… Chcesz sprawdzić co się stanie z Twoim laptopem po trzech godzinach działania na słońcu, w ciasnym pokrowcu i ciemnym plecaku? ;)